Równanie w dół, czyli kara za pracowitość

W Polsce po prostu nie opłaca się być kobietą zaradną i przedsiębiorczą. Przykładem rażącej niesprawiedliwości jest historia kobiety, która przez kilkadziesiąt lat łączyła morderczy trud pracy na zmiany w fabryce z wychowaniem szóstki dzieci. Oddała państwu podwójny kapitał: bieżące składki ze swojej pensji oraz przyszłe pokolenia podatników. Po latach ciężkiej harówki dowiaduje się w okienku ZUS, że jej emerytura będzie zaledwie o 200 złotych wyższa od świadczenia osoby, która w ramach programu „Mama 4+” nie przepracowała w swoim życiu ani jednego dnia .
System, zamiast wypłacić kobiecie jej realnie wypracowane składki i dołożyć do nich wysoki, stały dodatek za trud wychowania każdego dziecka, wolał zrównać ten gigantyczny wysiłek logistyczny i fizyczny do poziomu minimalnego socjalu. To jawny i skandaliczny komunikat, jaki państwo wysyła obywatelkom: „Twoje starania, nieprzespane noce i praca na nocną zmianę nie miały dla nas żadnego znaczenia”.

Niewidzialne matki z rodzin patchworkowych

System emerytalny w Polsce cierpi na ordynarny „fetysz biologii”. Urodzenie dziecka jest traktowane jako jedyny wyznacznik rodzicielstwa. Prawo pozostaje całkowicie ślepe na realny trud opiekuńczy w rodzinach zrekonstruowanych (patchworkowych). Weźmy kobietę, która sama nie urodziła, ale w pełni wychowuje trójkę dzieci swojego partnera, ponieważ ich biologiczna matka założyła nową rodzinę, a dotychczasowymi dziećmi interesuje się „od święta ”lub  raz w miesiącu. Macocha ponosi pełne koszty ekonomiczne, emocjonalne i fizyczne codziennej opieki. Jednak dla ZUS-u pozostaje „bezdzietną singielką”. Jeśli przejdą zapowiedzi ministry Nałęcz dotyczące zmian w wieku emerytalnym, państwo zmusi ją do pracy do 65. roku życia , bezczelnie ignorując fakt, że to ona buduje kapitał  tego kraju.
W tym miejscu doskonale widać, jak potężnym błędem politycznym było zablokowanie prac nad instytucją Statusu Osoby Najbliższej lub Związków Partnerskich. Taki prosty dokument, załatwiłby sprawę raz na zawsze. Kobieta nie musiałaby tłumaczyć się w przychodni czy szkole, kim jest dla dzieci, a ZUS miałby czarno na białym dowód: ta osoba realnie wychowuje nowych obywateli i należą jej się z tego tytułu punkty emerytalne. Dokładnie tak, jak robi to Francja, gdzie dodatki emerytalne przysługują osobie, która udowodni „faktyczne wychowanie” (éducation effective) dziecka przez minimum 9 lat, bez względu na więzy krwi.

Bezwzględna machina: wdowy i rozwódki

Do katalogu niesprawiedliwości trzeba dopisać kolejne mechanizmy, które bezlitośnie niszczą dorobek życia kobiet. Polskie prawo zmusza pracujące wdowy do rezygnacji z owoców własnej pracy. Kobieta, która całe życie płaciła składki, po śmierci męża musi oddać swoją emeryturę państwu, jeśli chce pobierać 85% świadczenia po mężu (renta rodzinna). Jej własny kapitał przepada w czarnej dziurze budżetu a ona dostaje z tego tylko 15% swojego kapitału[ 2026]. W tym samym czasie w Niemczech czy we Włoszech wdowa dostaje 100% swojej emerytury i część świadczenia po mężu.
Co więcej, w przypadku rozwodu po 30 latach małżeństwa, polska kobieta, która poświęciła karierę zawodową dla prowadzenia domu, zostaje z głodowym kontem w ZUS, podczas gdy mąż zachowuje pełne składki. Niemiecki system Versorgungsausgleich podczas rozwodu dzieli punkty emerytalne małżonków równo po połowie, uznając pracę w domu za równorzędną z pracą na etacie.

Architekci kikutów i plasterków

Obserwując te wszystkie absurdy, trudno oprzeć się wrażeniu, że polski system emerytalny jest tworem głęboko niesprawiedliwym, a stojący za nim politycy działają w stanie permanentnej niemocy. Zamiast odważnych decyzji i systemowych zmian, rządzący wolą naklejać na krwawiące rany prowizoryczne plasterki w postaci jednorazowych dodatków lub tworzyć prawne kikuty, które zamiast pomagać, generują kolejne podziały.
Naszym decydentom brakuje elementarnej wyobraźni, pomysłu i długofalowej wizji tego, jak świat może wyglądać za 3, 5, 10 czy 20 lat. Nie potrafią zrozumieć, że nowoczesne państwo nie może opierać się na XIX-wiecznych definicjach i eksploatacji wycieńczonych pracowników fizycznych. Dopóki u władzy będą zasiadać księgowi zapatrzeni w słupki, a nie wizjonerzy potrafiący połączyć technologię, automatyzację i nowoczesną politykę społeczną, system emerytalny w Polsce pozostanie maszynką do sankcjonowania pogardy dla ludzkiej pracy.

Popularne posty z tego bloga