Kompleksy i populistyczne kukły – diagnoza polskiej sceny politycznej

Polityka zagraniczna w Polsce bardzo często staje się zakładnikiem krajowej wojny partyjnej, tracąc z oczu realizm i dalekowzroczność. Choć rząd w Madrycie oficjalnie wspierał Polskę w obliczu ataku hybrydowego ze Wschodu, polscy politycy – gdy role się odwróciły – odpowiedzieli brakiem empatii, „głupimi listami” i publiczną krytyką. Zamiast budować strategiczny „Sojusz Granic” dwóch wielkich państw flankowych UE, polska klasa polityczna wolała licytować się na populistyczne hasełka o tym, „kto bardziej dowali hiszpańskiemu lewakowi”, marnując potencjał na pozyskanie miliardów euro z Brukseli na twardą infrastrukturę obronną.
Polska dyplomacja wykazuje rażącą asymetrię i podwójne standardy moralne. Podczas gdy polscy przywódcy potrafią głośno pouczać Ukrainę czy kraje Europy Zachodniej, całkowicie milkną wobec mocarstw. Strach przed reakcją Waszyngtonu sprawia, że przez „wrażliwe gardełka” naszych polityków nie potrafi przejść słowo „ludobójstwo” w kontekście tragedii cywilów w Strefie Gazy. Bezpieczeństwo 40-milionowego kraju buduje się na ślepej wierze w lojalność USA, podczas gdy historia bezlitośnie pokazuje, że Ameryka w swojej doktrynie wyznaje zasadę transakcyjności – sojusznik jest wart tyle, ile wynosi aktualny bilans zysków i strat dla Waszyngtonu.
Fundamentem tego stanu rzeczy jest negatywna selekcja do polskiej polityki. Zamiast mężów i żon stanu z szeroką wizją rozwoju kraju, promuje się ludzi krzykliwych i sprawnych w medialnych pyskówkach – „typów spod budki z piwem”. Temu procesowi sekunduje głęboki kryzys w polskim systemie edukacji i w domach. Wielu rodziców nie chce dzieci myślących krytycznie, preferując posłuszne „kukły” wykonujące polecenia, co później idealnie wykorzystują cyniczni liderzy partyjni. Co gorsza, wmówiono młodemu pokoleniu, że ma wyłącznie prawa, zapominając wspomnieć, że wolność nierozerwalnie wiąże się z obowiązkami i odpowiedzialnością wobec wspólnoty. W cenie jest polityczny prymitywizm, a systemowa niechęć państwa do nauki i głodowe pensje dla nauczycieli widoczne w budżecie państwa tylko to błędne koło cementują.

Popularne posty z tego bloga