Lekcja z Pekinu, czyli wojna o ordery na tonącym statku
Ktoś mógłby powiedzieć: nie porównujmy Polski do Chin, bo ich PKB to zupełnie inna galaktyka. To prawda. Dlatego odrzućmy na chwilę abstrakcyjne procenty i spójrzmy na liczby bezwzględne, które pokazują nie różnicę bogactwa, ale przepaść w strategicznym myśleniu.
Roczny budżet Chin na same tylko badania naukowe i rozwój (B+R) przekracza w przeliczeniu 450 miliardów dolarów (blisko 1,8 biliona złotych). To kwota, która wielokrotnie przewyższa cały roczny budżet państwa polskiego na wszystkie cele razem wzięte. Kiedy Deng Xiaoping startował z reformami, Chiny były biedniejsze od Polski. Postawił jednak na brutalnie prostą zasadę bezwzględną: każda wolna waluta miała iść na laboratoria i ściąganie mózgów z całego świata. Chińczycy kupowali technologię, kopiowali ją, a potem ulepszali. Dziś wydają setki miliardów dolarów na sztuczną inteligencję i kwantowe szyfrowanie, bo wiedzą, że to jest jedyna waluta dająca realną władzę w XXI wieku.
A co w tym samym czasie robi polska klasa polityczna? Urządza plemienne wojenki na ordery i stanowiska. Gdy Pekin w absolutnej ciszy buduje cyfrowe imperium, w Warszawie najważniejszym tematem debaty publicznej stają się jałowe, historyczne spory z Ukrainą, rozliczanie zaszłości sprzed osiemdziesięciu lat i medialne przeciąganie liny o to, kto komu odbierze ważniejsze odznaczenie państwowe.
To porażający kontrast priorytetów. Chiny pompują setki miliardów w przyszłość, którą chcą kontrolować. Polscy liderzy topią energię narodu w przeszłości, której już nie zmienią. Zamiast wykorzystać historyczny moment, zbudować regionalne centrum technologiczne i zatrzymać u siebie tysiące wybitnych specjalistów i inżynierów uciekających przed wojną, wolą kłócić się o krzyże zasługi.
Prawdziwym orderem dla nowoczesnego narodu nie jest kawałek blachy przypięty do marynarki na państwowym bankiecie. Prawdziwym orderem są patenty, silna i innowacyjna gospodarka oraz laboratoria, z których technologię kupuje cały świat. Dopóki tego nie zrozumiemy, nasz budżet na twardą naukę nadal będzie liczony w setkach razy mniejszych kwotach, a nasi najlepsi naukowcy będą budować potęgę innych krajów. My zostaniemy z orderami w dłoniach, stojąc na peronie historii, z którego dawno odjechał pociąg do przyszłości.