Lekcje przyczyn i skutków – od bitwy pod Grunwaldem do cyfrowego uniwersytetu
Jak mądrze mawiała jedna z niewielu nauczycielek-pasjonatek: w historii liczy się wiedza o przyczynach i skutkach, a same daty są dla pasjonatów. Brak tej umiejętności sprawia, że jako społeczeństwo wciąż kręcimy się w kółko i popełniamy te same błędy. Polacy i Polki zostali nauczeni dumy z suchych liczb, ale oduczeni wyciągania wniosków. Znamy datę 1410, ale mało kto wie, że zwycięstwo pod Grunwaldem było efektem szerokiej, międzynarodowej koalicji (w tym z Rusinami, Litwinami i Tatarami), i że z powodu błędów dyplomatycznych ten gigantyczny sukces militarny został ostatecznie zaprzepaszczony.
Brak myślenia przyczynowo-skutkowego obnaża wybiórcza pamięć o naszych relacjach z USA. Zapominamy, że Ameryka sprzedawała nasze interesy wielokrotnie: w latach 70. wciągając nas w pułapkę kredytową epoki Gierka; w latach 90. narzucając brutalną transformację gospodarczą, która doprowadziła do likwidacji polskiego przemysłu; czy w latach 2000., gdy polscy żołnierze przelewali krew w Iraku, a w zamian dostaliśmy niespełnione obietnice i upokorzenia w kolejkach po wizy. Słuchanie o „wiecznym sojuszu” z USA w obliczu tylu lekcji historycznych wywołuje uzasadnione mdłości.
Współczesna technologia miała być oknem na świat, tymczasem algorytmy i smartfony budują nowe cyfrowe średniowiecze. Zamiast poszerzać horyzonty, młodzież karmiona jest papką z kotków, piesków i patostreamerów, co niszczy zdolność dłuższego skupienia uwagi i odbiera narzędzia do analizy świata. Jednak w tym mroku tli się potężne światełko nadziei. Jest nim oddolny „Cyfrowy Uniwersytet Narodowy” – rzesza wybitnych naukowców i popularyzatorów wiedzy , nauki i widoku na świat. Ich wielomilionowe zasięgi udowadniają, że w narodzie istnieje ogromny głód rzetelnej wiedzy. Jak mawia znane przysłowie: „pesymista to dobrze poinformowany optymista”. Chłodna wiedza i badanie przyczyn pozwalają oswoić strach przed nadjeżdżającym walcem historii i dają nadzieję, że dzięki internetowym pasjonatom społeczeństwo zdoła w końcu przejrzeć na oczy.