Mitologia Narodowa a Pragmatyzm Geopolityczny: Gorzka Lekcja z Polskiego Podwórka
Wstęp: Teatr pozorów w cieniu kryzysu
Współczesna polska scena polityczna coraz mocniej przypomina spektakl, w którym monumentalne rekwizyty mają przysłonić strukturalną niemoc i brak strategicznego myślenia. Wspólne wystąpienie premiera Donalda Tuska oraz zaprzysiężonego w sierpniu 2025 roku prezydenta Karola Nawrockiego na tle okrętu wojennego w Gdyni stanowiło kwintesencję tego zjawiska. Prężenie piersi przed kamerami i serwowanie opowieści o „morskiej potędze” odbywa się w cieniu zbliżającej się defilady z okazji Święta Wojska Polskiego. To powrót do klasycznego marketingu politycznego – praktyki znanej choćby z czasów przeniesienia parady do Katowic przez Mateusza Morawieckiego. Problem tkwi jednak w tym, że ten propagandowy blichtr służy wyłącznie bieżącej walce plemiennej, odwracając uwagę od realnych zaniedbań oraz niebezpiecznego demontażu fundamentów pod regionalne sojusze.
1. Hipokryzja elit i "wojna na ordery"
Postawa prezydenta Karola Nawrockiego w Gdyni na tle okrętu obnażyła głęboki cynizm, jaki trawi polskie elity. Człowiek, który w imię ideologicznego starcia z rządem zablokował unijny program pożyczkowy SAFE, odcinając polską armię od blisko 44 miliardów euro na modernizację, dziś bez mrugnięcia okiem stylizuje się na głównego obrońcę „ukochanego wojska”. Ta publiczna metamorfoza idzie w parze z niebezpiecznym kursem w polityce zagranicznej. Środowisko prezydenta, budując swoją tożsamość na podsycaniu historycznych urazów, jednocześnie manifestuje niemal religijny kult wobec Waszyngtonu i administracji Donalda Trumpa. To zginanie kolan przed odległym mocarstwem, połączone z instrumentalnym traktowaniem obronności, staje się fasadą, która ma ukryć brak suwerennej poduszki bezpieczeństwa w naszym własnym regionie.
2. Wymazany sojusz i "mit Piłata"
Ta skłonność do marginalizacji sąsiadów ma głębokie korzenie historyczne. Dzisiejsza narracja wokół rocznicy wojny 1920 roku i „Cudu nad Wisłą” całkowicie wymazuje z pamięci zbiorowej kluczową rolę żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej pod wodzą atamana Symona Petliury. To ukraińskie pułki gen. Marko Bezruczki, broniąc Zamościa, związały potężne siły bolszewickiej armii konnej, ratując tyły wojsk polskich. Finałem tej braterskiej walki był jednak Traktat Ryski z 1921 roku – akt geopolitycznej zdrady, w którym Warszawa podpisała pokój z bolszewikami ponad głowami swoich ukraińskich sprzymierzeńców.
W polskiej kulturze legendarne przeprosiny marszałka Józefa Piłsudskiego wypowiedziane w obozie w Szczypiornie gdzie uwięziono ukraińskich obrońców Polski funkcjonują jako moralny ekwiwalent zadośćuczynienia. W rzeczywistości słowa te działają jak „mit Piłata” – symboliczne obmycie rąk, które pozwala narodowi zachować dobre samopoczucie i status wyłącznie ofiary historii, maskując jednocześnie krótkowzroczność i nielojalność ówczesnego państwa a przecież Traktat Ryski skazał miliony Ukraińców na sowiecki terror i głód.
Dzisiejsza polityka, reprezentowana przez ludzi pokroju Nawrockiego, popełnia ten sam grzech. Zamiast budować twardy, bezpieczny fundament pod przyszłość z narodami, z którymi dzielimy los i krew , wolimy uprawiać moralną wyższość i klękać przed politykami zza oceanu, którzy w razie potrzeby porzucą nas bez mrugnięcia okiem.
3. Anatomia grzechu pierworodnego: Od Grunwaldu do II RP
Błąd ten powtarza się w naszej historii cyklicznie od stuleci. Już pod Grunwaldem w 1410 roku około jednej trzeciej sił króla Jagiełły stanowili Rusini – przodkowie dzisiejszych Ukraińców i Białorusinów. Na prawym skrzydle, w armii Wielkiego Księstwa Litewskiego, walczyły słynne pułki smoleńskie, połockie, witebskie, kijowskie czy podolskie. To pułki smoleńskie i kijowskie przyjęły na siebie najcięższe uderzenie Zakonu, ratując bitwę przed katastrofą, gdy reszta litewskiego skrzydła rzuciła się do (taktycznego bądź panicznego) odwrotu. Gdyby ci Rusini wtedy pękli, Krzyżacy wyszliby na tyły wojsk polskich i Grunwald byłby naszą największą klęską, a nie triumfem. Mimo to, unia w Horodle w 1413 roku skazała prawosławną ludność z terenu Rusi na status obywateli drugiej kategorii jednocześnie gwarantując przywileje szlachcie katolickiej co wieki później zaowocowało krwawymi powstaniami kozackimi i upadkiem Rzeczypospolitej.
Jedną z najczarniejszych kart tego szowinizmu była jednak polityka II Rzeczypospolitej. Mit „wspaniałego dwudziestolecia” skrywa brutalną rzeczywistość systemowej dyskryminacji mniejszości ukraińskiej i białoruskiej. Przymusowa polonizacja, niszczenie i odbieranie cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie, brutalne akcje pacyfikacyjne w Galicji Wschodniej przy użyciu wojska i policji, a także osadnictwo wojskowe na Kresach stworzyły z tych ludzi obywateli najniższej kategorii we własnym kraju. Ten obraz państwa opresyjnego dopełnia zdrada wobec Litwinów – brutalne, siłowe zajęcie Wilna przez gen. Żeligowskiego, które wbiło nóż w plecy narodowi litewskiemu i na dekady pogrzebało szanse na jakikolwiek sojusz w regionie. To jest prawdziwy, odarty z mitów obraz polskiego imperializmu tamtej epoki.
4. Erozja empatii i nadzieja w społeczeństwie
Konsekwencje tego historycznego analfabetyzmu i współczesnego szczucia politycznego zbieramy dzisiaj. Wielki, autentyczny zryw humanitarny z lutego 2022 roku, kiedy Polacy otworzyli swoje serca i domy dla uchodźców: kobiet i dzieci z Ukrainy, dawał nadzieję na przełamanie klątwy nienawiści. Dziś jednak ten kapitał jest marnowany. Przemoc na polskich ulicach i przerażające przypadki bicia ukraińskich dzieci tylko za to, że rozmawiają w swoim ojczystym języku, to bezpośredni owoc siania nienawiści przez cynicznych graczy politycznych.
Jednak w tym ponurym krajobrazie tli się nadzieja. Wielkie, niedzielne wiece z 09.08.2026 sprzeciwu wobec ksenofobii dowodzą, że zdrowe, dojrzałe jądro społeczeństwa obywatelskiego wciąż istnieje, że Polacy potrafią myśleć samodzielnie i odrzucają nienawistną narrację serwowaną przez polityczne elity. To w tych ludziach, a nie w politykach prężących się na tle okrętów, leży szansa na to, że lekcja z 2022 roku nie zostanie całkowicie zmarnowana. To ta grupa ludzi, odrzucająca nienawistne narracje elit, stanowi realną siłę.
Podsumowanie: Suwerenność zamiast iluzji
Od czasów Jagiełły, przez Piłsudskiego, aż po współczesnych liderów pokroju Nawrockiego, polskie elity cierpią na tę samą ślepotę. Chętnie korzystają z krwi i wsparcia wschodnich sąsiadów w momentach śmiertelnego zagrożenia, by po opadnięciu kurzu bitewnego wrócić do polityki pogardy i jednoczesnego szukania poklasku na Zachodzie. Dzisiejsza wiara w papierowe gwarancje i poklepywanie po plecach przez Waszyngton to niebezpieczna iluzja. Prawdziwe bezpieczeństwo Polski zależy od zdolności do stanięcia w prawdzie o własnej historii, rozliczenia dawnych grzechów i zbudowania twardego, opartego na wzajemnym szacunku sojuszu z krajami bałtyckimi, Skandynawią i Ukrainą. Bez tego pozostaniemy jedynie teatrem pozorów – bezbronnym pionkiem w brutalnej grze globalnych potęg.