Zapiski na trudne czasy: Kiedy zgaśnie światło, wygra serce

Siedzę nad poranną herbatą i patrzę na to, co dzieje się na świecie. Na giełdzie w Korei i Japonii potężna czerwień – to już nie jest spokojny spacer w dół, to ostry bieg. Wielki świat finansów, który od kryzysu w 2008 roku bez przerwy pudruje swoje błędy i sztucznie podtrzymuje przy życiu bankrutujące korporacje, zaczyna drżeć w posadach. Bańka wokół sztucznej inteligencji pęka, w USA głośno już tyka bomba niespłacanych kredytów za puste biurowce, a na Bliskim i Dalekim Wschodzie znowu zaczyna się geopolityczna „nawalanka”. Świat, jaki znaliśmy – oparty na wiecznym, sztucznym wzroście – powoli dochodzi do ściany.
A co słychać na naszym podwórku? Patrzę na Polskę i widzę te same, zachodnie patologie, które wniknęły już głęboko w naszą rzeczywistość. Wiele branż zwalnia polskich pracowników nawet z 20-letnim stażem, a w ich miejsce agencje pracy ściągają tańszą siłę roboczą z odległych rejonów świata. W 2022 roku mieliśmy najwspanialszą migrację, o jakiej zachodnia Europa mogła tylko marzyć – bliskie kulturowo, chętne do integracji kobiety z dziećmi z Ukrainy. Zamiast to mądrze zagospodarować, politycy pozwolili na nagonkę a świat zamiast zapamiętać otwarcie naszych serc i domów zapamięta jak biją u nas dzieci tylko dlatego , że mówią po ukraińsku. Dziś obecny, liberalny rząd woli udawać, że problemu na rynku pracy nie ma, bo woli dbać o interesy prezesów niż zwykłych pracowników. Inspekcja Pracy została pozbawiona zębów, a związki zawodowe  zamieniły się w partyjne przybudówki i pijawki dbające o własne etaty.
Młodsze pokolenie, wychowane w cieplarnianych warunkach, kompletnie odkleiło się od realiów. Żyją w swoich wirtualnych bańkach, krzycząc o wolnym rynku i popierając skrajności z Konfederacji czy Brauna. COVID-19 niczego ich nie nauczył – najpierw krzyczą, że państwo ich okrada, a przy pierwszym kryzysie pierwsi wyciągną rękę po pomoc. Zapomnieli, że wyjście ze strefy komfortu wymaga wysiłku, na który dziś mało kogo stać.
Pieniądze na transformację energetyczną zostały przez lata przehulane i przejedzone na wyborcze obietnice, a obecny rząd zafiksował się na zbrojeniach. Tymczasem wir polarny już wysyła sygnały, że styczeń i luty przyniosą powtórkę z mroźnej zimy. Co stanie się, gdy zaporowe rachunki za energię i fale zwolnień uderzą jednocześnie?
Politycy skrajnej prawicy zaczną krzyczeć, szukać winnych i wskazywać palcem na obcokrajowców i Brukselę. Pracodawcy umyją ręce. Ale coś mi mówi, że ta zima i nadchodząca po niej wiosna będą wielkim rozliczeniem poglądów.
Jestem jednak optymistką. Wierzę, że to właśnie głęboki kryzys gospodarczy przeczołga społeczeństwo i zmusi nas do powrotu do korzeni. Prawdziwi liderzy nie wykuwają się na sejmowych mównicach, obwiniając innych. Wykuwają się w ciężkiej pracy. Kiedy mróz odetnie prąd, internetowi krzykacze stracą swoją widownię. Wtedy przyjdzie czas weryfikacji. Żaden polityk z telewizora nie poda schorowanej sąsiadce zupy i nie pójdzie dla niej po chleb. Zrobi to ta druga, często niechciana sąsiadka – bo w obliczu wspólnej walki o przetrwanie paszport przestanie mieć znaczenie. Serce ostatecznie wygra z nienawiścią.
Ludzie potrzebują zobaczyć, że „się da”, potrzebują kogoś, kto pokaże im, że oni też potrafią. Jako naród jesteśmy społeczeństwem działającym od zrywu do zrywu, ale w momentach ostatecznej próby potrafimy wznieść się na wyżyny empatii, tak jak w 2022 roku.
Sama jestem wychowanką kryzysu z lat transformacji. Nauczyło mnie to najważniejszego: nie da się żyć na kredyt i  w czasach dobrobytu żyj skromnie, jak w kryzysie – dzięki temu, gdy kryzys przychodzi,  po prostu żyj tak jak do tej pory. Bez paniki, z twardym osadzeniem w realiach. I kiedy zgaśnie światło, to właśnie ta mądrość i sąsiedzka solidarność będą jedyną twardą walutą, która pozwoli nam przetrwać i zbudować coś nowego.

Popularne posty z tego bloga